Przez długi czas „tworzenie treści” brzmiało dla mnie jak osobne zadanie. Dziś dużo częściej po prostu pokazuję to, czym naprawdę żyję, nad czym pracuję i co właśnie widzę.
Kiedy myślę: „muszę stworzyć content”, od razu robi mi się ciężej.
Trzeba znaleźć temat. Hook. Strukturę. Zdecydować, czy to rolka, post czy film. Pomyśleć, co będzie „wartościowe”.
I nagle zamiast mówić o tym, czym naprawdę żyję, zaczynam wymyślać TREŚĆ. A przecież ja mam o czym mówić.
Pracuję. Buduję dwie marki. Tworzę produkty. Rozmawiam z ludźmi. Podejmuję decyzje. Coś testuję, coś mi nie wychodzi, coś nagle wskakuje na swoje miejsce. Mam przemyślenia podczas pracy, spaceru, w kościele, przy robieniu strony.
Materiał jest cały czas. Problem zaczyna się wtedy, kiedy próbuję zamienić go od razu w „dobry content”.
Dużo łatwiej jest mi dokumentować
Dlatego tak lubię nagrywać na żywo. Odpalam kamerę albo Stories i mówię o tym, co właśnie się wydarzyło. Nie próbuję wymyślić tematu, który pasuje do mojego filaru treści.
Temat już istnieje. Bo przed chwilą czegoś DOŚWIADCZYŁAM.
Coś zobaczyłam podczas pracy. Podjęłam decyzję. Zauważyłam u siebie jakiś mechanizm. Wpadłam na pomysł. Coś mnie wkurzyło albo odpaliło.
I właśnie o tym mówię.
Dopiero później mogę wrócić do tego materiału i pomyśleć: okej, co tu właściwie było najważniejsze? Co z tego jest dla moich Ludzi? Czy z tego jest newsletter, wpis na bloga, film czy post?
Ale nie zaczynam od formatu. Najpierw jest ŻYCIE.
Najpierw wykorzystuję energię. Dopiero później zarządzam treścią
To jest coś, co ostatnio bardzo mocno zobaczyłam u siebie. Kiedy przychodzi myśl i od razu próbuję ją uporządkować, zredagować i ubrać w „dobrą treść”, często tracę całą energię, z której ona przyszła.
Więc teraz robię odwrotnie:
Najpierw mówię. Nagrywam Stories. Film. Głosówkę. Rozmowę sama ze sobą. Wykorzystuję moment, kiedy coś jest ŻYWE i moją energię. A dopiero później wracam do tego i wyciągam ZŁOTO układając to w newslettera, karuzelę, film na youtube czy wpis do banku pomysłów.
Nie po to, żeby zrobić z siebie bardziej profesjonalną wersję.
Tylko żeby to, co już powiedziałam, mogło później dostać formę.
To też jest budowanie marki pod swój sposób działania
U mnie naturalnym pierwszym ruchem jest mówienie. Kiedy mówię, myśli się rozwijają. Łączę rzeczy. W połowie zdania wpada mi kolejna kropka. Czasem najważniejsze zdanie pojawia się dopiero po dziesięciu minutach.
Dlatego próba tworzenia wszystkiego od pustej kartki była dla mnie walką ze sobą.
I nie chodzi o to, że teraz KAŻDA osoba ma nagrywać głosówki.
U Ciebie naturalnym wejściem może być pisanie. Rozmowa. Spacer. Robienie notatek. Zdjęcia. Pytania od klientek. Chodzi o to, żeby zauważyć: gdzie treść już u Ciebie powstaje, zanim nazwiesz ją „contentem”?
Nie tworzę treści od zera. Dokumentuję swoją pracę, myśli, decyzje i doświadczenia, a później wyciągam z nich to, co warto powiedzieć dalej.
Mały krok na dziś: zamiast wymyślać temat na kolejny post, wróć do ostatnich kilku dni. Co Cię poruszyło? Co zauważyłaś podczas pracy? Jaką decyzję podjęłaś? Co powiedziałaś komuś w wiadomości i pomyślałaś: „kurde, dobre”?
Tam już może być Twoja następna treść.
Po swojemu. Tam, gdzie woła Cię serce.
Ula 🌹
